Od kilku tygodni mocno testuję w praktyce Sprzedażowych Agentów AI. Nie chodzi mi przy tym o zabawę nowym narzędziem ani o sprawdzanie, czy AI potrafi napisać lepszego maila. Bardziej interesuje mnie to, czy Agent może rzeczywiście przejąć część codziennej pracy sprzedażowej, której zwyczajnie nie mam czasu wykonywać sam.

Od lat moja sprzedaż w dużej mierze opierała się na rekomendacjach, poleceniach i kontaktach. To działa, ale ma też swoje ograniczenia. Jeżeli mam dodatkowo codziennie wyszukiwać firmy, sprawdzać, czy pasują do naszej oferty, szukać właściwych osób, przygotowywać kontakt i pamiętać o kolejnych wiadomościach, to wiem, jak to się kończy.

Bieżąca robota wygrywa.

Spotkania, klienci, szkolenia, wdrożenia, projekty, telefony. Zawsze jest coś ważniejszego niż siedzenie przez kilka godzin i robienie researchu kolejnych firm.

I właśnie w tym miejscu zacząłem wykorzystywać Agentów AI.

Prawie 2 000 firm

Dzisiaj moi Sprzedażowi Agenci AI mają już za sobą prawie 2 000 przeanalizowanych firm.

Jeden z Agentów ma w swojej bazie 1 044 firmy. Z tego 1 002 zakwalifikował jako pasujące do przyjętych kryteriów, a do 798 został wysłany pierwszy kontakt. Agent pilnuje również ponad 500 follow-upów.

Łącznie Agenci wykonali już co najmniej 940 pierwszych kontaktów.

Same liczby są ciekawe, ale dla mnie jeszcze ważniejsze jest pytanie: co z tego faktycznie wyniknęło?

Do tej pory 27 firm odpowiedziało, że chce dowiedzieć się więcej. Część poprosiła o szczegóły, część o ofertę lub prezentację, a niektórzy po prostu podali numer telefonu i napisali, żeby zadzwonić.

I tutaj zaczyna się dla mnie najciekawsza część.

Agent nie ma zastępować handlowca

Nie buduję tego rozwiązania po to, żeby AI prowadziło całą sprzedaż za człowieka.

Rozmowa z klientem nadal wymaga zrozumienia jego sytuacji, zadawania pytań, reagowania na to, co mówi, i zwykłego ludzkiego wyczucia. Szczególnie w sprzedaży doradczej trudno mi sobie wyobrazić, żebyśmy chcieli to całkowicie oddać technologii.

Agent może jednak zrobić sporą część pracy wcześniej.

Może znaleźć firmę, sprawdzić, czy rzeczywiście jest sens się do niej odzywać, znaleźć właściwego człowieka, przygotować kontekst do kontaktu, stworzyć wiadomość i później przypomnieć o kolejnym kroku.

W praktyce robi więc to, co w wielu firmach albo zabiera handlowcom bardzo dużo czasu, albo po prostu nie jest robione regularnie.

Dodatkowe ręce do pracy

I właśnie tak patrzę dziś na Sprzedażowego Agenta AI.

Nie jak na „wirtualnego handlowca”, który za chwilę zastąpi ludzi.

Bardziej jak na dodatkowe ręce do pracy.

W czasie, kiedy Agent analizuje kolejne firmy i pilnuje kontaktów, ja mogę prowadzić spotkanie, pracować z klientem albo zajmować się innym projektem. Gdy po drugiej stronie pojawia się odpowiedź: „proszę o więcej informacji” albo „porozmawiajmy”, wtedy do akcji wchodzi człowiek.

I dla mnie właśnie w tym miejscu AI zaczyna mieć naprawdę biznesowy sens.

Nie dlatego, że robi wszystko za nas.

Tylko dlatego, że regularnie robi część roboty, której bez niego prawdopodobnie w ogóle byśmy nie zrobili.

Na tym etapie najbardziej interesuje mnie więc nie pytanie, ilu handlowców AI może zastąpić.

Bardziej: ile dodatkowych szans sprzedażowych może stworzyć firmie, kiedy dostanie dobrze określoną robotę do wykonania.