Wszyscy tylko „ej aj i ej aj” (dobra, ja też w tym trochę siedzę) ale dla odmiany wczoraj ukończyłem studia ze starego dobrego zarządzania zasobami ludzkimi i obroniłem pracę magisterską o Human-Centered Leadership, czyli przywództwie zorientowanym na człowieka.
Temat jest mi bliski, bo od lat zajmuję się rozwojem liderów, zespołów i organizacji, a jednocześnie coraz mocniej pracuję z AI i jego wdrażaniem w biznesie. To połączenie wydaje mi się bardzo ciekawe i inspirujące.
Z jednej strony mamy technologię, która rozwija się w ogromnym tempie. AI pomaga analizować dane, przygotowywać treści, automatyzować procesy, porządkować informacje, wspierać decyzje i wykonywać część pracy szybciej niż do tej pory.
Z drugiej strony organizacje nadal tworzą ludzie. Ludzie, którzy chcą wiedzieć, po co coś robią, chcą mieć wpływ, potrzebują zaufania, dobrej komunikacji, informacji zwrotnej, rozwoju i poczucia, że ich praca ma sens. I tego żadna technologia sama za nas nie załatwi.
Dlatego w mojej ocenie rozwój AI wcale nie zmniejsza znaczenia przywództwa. Jest dokładnie odwrotnie. Bo im więcej możemy zautomatyzować, tym ważniejsze staje się to, czego zautomatyzować nie sposób: odpowiedzialność, relacje, kierunek, wartości, sposób podejmowania decyzji i to, jak traktujemy ludzi.
Human-Centered Leadership właśnie na tym się opiera. W HCL chodzi o to, żeby umieć łączyć jskuteczność organizacji z troską o człowieka. Dlatego chcę rozpocząć tutaj krótką serię wpisów o tym, jak moim zdaniem można łączyć AI z przywództwem zorientowanym na człowieka.
O tym, co technologia może przejąć, a czego nie powinna. O tym, jak zmienia się rola lidera. O tym, jak wdrażać AI, nie tracąc po drodze ludzi. I o tym, czy organizacja przyszłości może być jednocześnie bardziej technologiczna i bardziej ludzka.
Bo stawiam tezę, że im więcej technologii i automatyzacji w firmach, tym ważniejsze stają się relacje i dobre przywództwo. Jak to widzicie? 🙂
